Świadectwa
Świadectwo Madzi
W moim domu odkąd pamiętam istnienie Boga było faktem niepodważalnym. Mój tato jako dwudziestoparoletni hipis zaczął czytać Słowo Boże. A ja jako mała dziewczynka nabywałam podstaw do życia z Bogiem. W wieku 5 lat podczas spotkania modlitewnego, gdzie modlono się o otrzymanie daru Ducha Świętego dla mojego wujka, zaczęłam mówić na językach.
Jednak czasy podstawówki spędziłam raczej dalej, niż bliżej Boga. Moi rodzice zaprzestali wtedy chodzenia do jakiegokolwiek kościoła, a ja cieszyłam się oglądając telewizor, podczas gdy wszystkie moje koleżanki musiały zasuwać na niedzielne msze.
W 1997 roku pojechałam z tatą na Tydzień Ewangelizacyjny do Dzięgielowa. Tam na jednej z ewangelizacji oddałam swoje życie Panu Jezusowi i narodziłam się na nowo (Ew. Jana 3:3). Jednak już w drodze powrotnej do domu pomyślałam sobie, że niemożliwym jest pozostanie w czystości i bliskości z Bogiem. Wydawało mi się, że jest zbyt wiele rzeczy, z których będę musiała zrezygnować. Wówczas nie chodziłam do kościoła i wszyscy moi przyjaciele byli niewierzący, więc bardzo szybko wpadłam z powrotem w poprzedni tryb życia. Pojawiły się imprezy w liceum, pierwsze kontakty z narkotykami, alkoholem, papierosami, płcią przeciwną. Na studiach nic się nie zmieniło -wszystko tylko przybrało bardziej zaawansowaną postać. Czasami, w gorszych momentach, czytałam Biblię i modliłam się. Jednak za każdym razem, gdy sytuacja wymagała podjęcia radykalnej decyzji oddania swojego życia Jezusowi, mówiłam sobie: "Przecież jestem dobrą osobą! Jestem miła dla ludzi, posłuszna rodzicom, dobrze się uczę, kłamię i kradnę jedynie od czasu do czasu. Tylko sporadycznie piję alkohol i palę trawkę. No jedyną rzeczą jaką można mi zarzucić jest palenie papierosów, ale przecież to nie jest nic aż tak złego. Przecież są ludzie znacznie gorsi ode mnie." I tak zamiast szukać wspólnoty chrześcijan, szukałam szczęścia i spełnienia w różnego rodzaju pseudo przyjemnościach. Miasto i uczelnia, na której studiowałam, słyną z masy imprez i mocno rozwiniętego życia studenckiego. Próbowałam znaleźć się w tym wszystkim coraz to bardziej wpadając w wir uzależnienia, osamotnienia i totalnej beznadziei. Bez skutku starałam się zagłuszyć głos Jezusa w głębi mnie. Cały czas mi czegoś brakowało i czułam ogromną pustkę gdzieś w środku. Fakt, że nie szukałam wspólnoty chrześcijan zawsze tłumaczyłam sobie tym, że muszę się dużo uczyć. Pierwsze 3 lata studiów spędziłam nad książkami, a gdy znajdywałam chwilę wolnego to spędzałam ją imprezując lub siedząc przed komputerem. Na początku czwartego roku studiów nie miałam już tyle nauki, ale czas wypełniałam sobie, chodząc po dyskotekach i knajpach. Bywało tak, że po parę nocy w tygodniu spędzałam bawiąc się na wszelakiego rodzaju imprezach z wszelakiego rodzaju ludźmi.
W końcu, po długim czasie takiego życia, miałam już dosyć! Byłam wypalona od wewnątrz i na zewnątrz. Życie, które miałam za sobą wcale mnie nie satysfakcjonowało, a i to co miało nastąpić też nie wyglądało obiecująco. Właściwie to bez żadnego celu i zapatrywań na przyszłość po prostu przeżywałam dzień za dniem poszukując czegoś co mogłoby mnie uszczęśliwić. Na tą całą beznadzieję nałożyły mi się problemy ze zdrowiem, z moją ówczesną współlokatorką i parę innych spraw. Pewnego wieczoru, gdy spędzałam weekend w domu, tata zaproponował mi, że przyjedzie do Krakowa i pójdziemy razem gdzieś do kościoła. Przyzwyczajona do tego typu propozycji z jego strony, a zarazem znudzona pomyślałam sobie, że co mi szkodzi...zrobię mu tą przyjemność -na pewno nie pogorszy to mojej sytuacji. Tak trafiłam do Kościoła Betlejem w Krakowie, a potem do grupy młodzieżowej Impact. Początki były ciężkie...kiedyś z trudnością przychodziło mi nawiązywanie nowych kontaktów. Dziś jednak mogę z radością powiedzieć, że znalazłam swój cel w życiu, jest nim Jezus Chrystus. Nareszcie dni nabrały sensu, a pustka wewnątrz na co dzień wypełniana jest na nowo. Rzeczy, które kiedyś wydawały się nieosiągalne dzisiaj leżą przede mną na wyciągnięcie ręki, bo wiem, że "Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie" (Filipian 4:13). Pseudo-przyjemności zastąpił pokój i radość w sercu. Bóg daje nam znacznie więcej, niż rzeczy, które porzucimy dla Jego Imienia. Teraz, gdy siedzisz i czytasz te słowa, wiedz...że jest Ktoś kto chce Cię przytulić, pocieszyć i stać się Twoim przyjacielem na zawsze. Kto nigdy się od Ciebie nie odwróci, gdy będziesz w potrzebie. W trudnych chwilach będzie nosił Cię na rękach, a w chwilach radosnych cieszył się razem z Tobą! Taki jest właśnie mój Bóg! Zawsze, bez względu na to co zrobię, czeka na mnie z otwartymi rękoma.
Czy byłbyś w stanie poświęcić coś bardzo cennego za ludzkie uczynki, które nawet jeszcze nie miały miejsca?
Czy byłbyś w stanie poświęcić swoje życie za ludzi, którzy być może nawet nigdy w to nie uwierzą?
To właśnie zrobił dla Ciebie Jezus!
"Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami Chrystus za nas umarł." .
Nic nie jest w stanie zastąpić Ci tego pokoju i poczucia przynależności, które daje Jezus Chrystus.
Zapamiętaj te słowa:
Ja jestem droga i prawda, i żywot,nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie (Ew. Jana 14:6)





